Każda wojna jest tragedią pełną śmierci, zniszczenia i niewyobrażalnych cierpień ludzkich. Dlatego potępiamy tych, którzy je wywołują, ale oprócz ocen moralnych trzeba dokonywać twardego rachunku politycznego, bilansu zysków i strat.
Każde państwo może być silne lub słabe, biorąc pod uwagę dwa zasadnicze czynniki. Pierwszym jest siła wewnętrzna (ludność, gospodarka, siły zbrojne, zaawansowanie technologiczne, sprawność aparatu państwa i dyplomacji), a drugim — siła lub słabość oraz relacje z państwami otaczającymi, z kluczowymi rywalami lub partnerami.
Kluczowym czynnikiem polskiej potęgi od późnego średniowiecza po XVIII wiek było zbudowanie silnego ośrodka państwowego przez ostatnich Piastów w czasie, gdy zarówno na ziemiach ruskich, jak i niemieckich panowało feudalne rozbicie dzielnicowe.
Gdy tylko Moskwa dokonała konsolidacji znacznej części ziem ruskich w XV wieku — ruszyła na zachód. Na szczęście trafiła na Polskę już skonsolidowaną, zwycięską po Grunwaldzie i wzmocnioną unią z Wielkim Księstwem. Do czasów pierwszego rozbioru w 1772 roku państwo polsko-litewskie stoczyło z Moskwą aż 12 wojen.
Równowaga strategiczna między Polską a Rosją została złamana w XVII wieku, kiedy Moskwa zdobyła Kijów i Smoleńsk oraz spaliła Wilno. Mając częściowo opanowane, a częściowo otwarte dorzecze Dniepru, władcy Kremla mogli rozpocząć presję bezpośrednio na dorzecze Wisły.
Presja państwa carów, a następnie Rosji sowieckiej jako czynnika dominującego w Europie Wschodniej, wpływała w sposób fundamentalny na polskie losy w kolejnych dwóch stuleciach.
Kryzys i rozpad rosyjskiego imperium — jeden z dwóch przełomowych momentów z polskiej perspektywy.
Obrona świeżej niepodległości przed bolszewicką inwazją — zakończona sukcesem.
Koniec sowieckiej presji — tym razem bezkrwawo, bez polskiej daniny krwi.
Patrząc z tej szerokiej perspektywy, obecna wojna rosyjsko-ukraińska jest pierwszą od ponad 500 lat, w czasie której dorzecze Dniepru skutecznie broni się przed moskiewską inwazją, a polski żołnierz nie musi płacić za to swoim życiem.
Z polskiego punktu widzenia trwający obecnie konflikt to „odwrócone powstanie Chmielnickiego". Od czasu nieszczęsnej ugody perejasławskiej w 1659 roku, gdy Ukraina zaczęła jednoznacznie ciążyć ku Moskwie, sytuacja na wschodzie Europy nigdy nie układała się dla Polski tak korzystnie. Każdy kolejny dzień trwającej wojny powoduje wyniszczenie ukraińskich, ale również rosyjskich sił ludzkich, gospodarczych i militarnych oraz wykopuje coraz większą przepaść między Moskwą a Ukrainą.
Szczęśliwie, po 4,5 roku wojny rosyjskie czołgi nie stoją już pod Kijowem,
za to ukraińskie drony latają nad Moskwą.



Komentarze
Komentarze są moderowane. Różnice zdań są mile widziane, obraźliwe treści — nie.