Niemiecki historyk i były przewodniczący komisji ds. podstawowych wartości CDU Andreas Rödder wyraził poważne ostrzeżenie: przemoc polityczna w Niemczech w coraz większym stopniu pochodzi z lewicy, co stanowi zagrożenie nie tylko dla porządku publicznego, ale także dla samej demokracji. Jego słowa są szczególnie aktualne w związku z wyborami 6 września w Saksonii-Anhalt, gdzie policja już przygotowuje się na napięty wieczór wyborczy.
Przemoc lewicy: nowa rzeczywistość
Rödder, który przez długi czas odmawiał porównywania roku 2026 z 1932, teraz przyznaje, że jego argument traci podstawy. Wcześniej opierał się na tym, że w Niemczech nie ma ani „bitew salowych”, ani podobnych wybuchów przemocy w przestrzeni publicznej. Jednak obecne tendencje skłaniają go do z niepokojem stwierdzenia: „To właśnie lewica podżega tu do wojny domowej i trzeba być bardzo, bardzo ostrożnym.”
Szczególnie niepokojące jest to, że przemoc stosuje polityczna lewica, która sama uważa się za obrońcę demokracji. Zdaniem historyka Niemcy muszą się strzec, aby ci, którzy ogłaszają się obrońcami liberalnej demokracji, nie stali się nie tylko autorytarni, ale i jawnie stosujący przemoc.
Dylemat trzech dróg CDU
Po wyborach CDU znajdzie się w niezwykle trudnej sytuacji. Najnowszy sondaż ARD pokazuje, że AfD może otrzymać 42 proc. głosów, a CDU – tylko 22 proc. To, czy AfD uzyska absolutną większość mandatów, będzie zależeć od tego, ile głosów otrzymają partie, które nie przekroczą progu 5 proc. Rödder dostrzega trzy równie problematyczne scenariusze:
- Trzymać się uchwał o „niedopuszczalności” wobec AfD i Partii Lewicy i odmówić udziału w tworzeniu rządu – w takim przypadku po nieudanym wyborze premiera może być konieczne ogłoszenie nowych wyborów, a w drugiej turze może zwyciężyć kandydat AfD Ulrich Siegmund.
- Utworzyć „koalicję wszystkich partii przeciw AfD” – wymagałoby to złamania lub „maksymalnego naciągnięcia” uchwały o niedopuszczalności wobec Partii Lewicy, co przyspieszyłoby ucieczkę wyborców CDU na prawo i wywołałoby wewnętrzne spory.
- Utworzyć rząd mniejszościowy pod przewodnictwem CDU, który szukałby różnych głosów, w tym poparcia AfD – taki model, popierany przez lidera młodzieżówki Saksonii-Anhalt Nico Elsnera, zdaniem Röddera wywołałby „wielkie wstrząsy” w szeregach CDU.
Przełom kulturowy
Rödder podkreśla, że jakakolwiek współpraca z Partią Lewicy byłaby nie tylko politycznym, ale i kulturowym przełomem. Warunki stawiane przez przewodniczącą frakcji Lewicy Heidi Reichinnek wyraźnie pokazują, jak duży dystans dzieli te partie. Historyk nie ukrywa, że nie widzi przekonującej odpowiedzi kierownictwa CDU na ten dylemat – jego propozycja zastąpienia sztywnego „kordonu sanitarnego” jasnymi czerwonymi liniami i bardziej elastyczną współpracą parlamentarną jak dotąd nie spotkała się z poparciem.
“„To właśnie lewica podżega tu do wojny domowej i trzeba być bardzo, bardzo ostrożnym.””
Ostrzeżenia Röddera brzmią jak poważne wezwanie do refleksji: czy Niemcy, zamiast bronić demokracji, nie popadają w autorytarną przemoc? Czy partie polityczne, zamiast szukać wspólnego dobra, nie kierują się wąskimi interesami ideologicznymi? Te pytania są aktualne nie tylko dla Niemiec, ale i dla całej Europy, gdzie coraz częściej próbuje się uciszyć głosy broniące tradycyjnych wartości.
Źródło: JUNGE FREIHEIT — https://jungefreiheit.de




Komentarze
Komentarze są moderowane. Różnice zdań są mile widziane, obraźliwe treści — nie.